O co chodzi z tymi kaloszami?

12:17 Anna od inspiracji do realizacji 12 Comments


Kochani,
o co chodzi z tymi kaloszami? A dokładnie z HUNTERami.
Niby zwykłe kalosze.... dość drogie a mam wrażenie, że stały się nawet elementem dekoracyjnym :)
I nie mówię tego w złym tonie. UWIELBIAM te kalosze, najchętniej widziałabym wszystkie kolory w mojej szafie ale zastanawia mnie ich fenomen.



Kalosze od jakiegoś czasu przestały być obuwiem tylko na deszcz. Teraz możemy spotkać dziewczyny w kaloszach nawet latem! Świetnie wyglądają do krótkich spodenek czy sukienek. Ja jednak wolę je traktować jako obuwie typowo do chodzenia po kałużach, nooooo może jeszcze po ogródku gdy jest sucho a nie chce by piach ubrudził mi stopy :D



Skąd się wzieły kalosze HUNTER?

"Marka Hunter to jedna z najbardziej rozpoznawanych firm obuwniczych na całym świecie. Od lat święci triumfy w sprzedaży zdobywając uznanie kolejnych wielbicieli wytrzymałego i oryginalnego obuwia na każdą pogodę.
Historia marki sięga 1856 roku, kiedy to Henry Lee Noris przybył do Szkocji w poszukiwaniu idealnego miejsca na rozpoczęcie produkcji  butów. Pierwszą siedzibą przedsiębiorstwa były budynki Castle Silk Mills w Edynburgu. Początkowo niewielka, czteroosobowa firma w 1875 roku zatrudniała już ponad 600 osób.

Wzrost produkcji kaloszy był uzależniony bezpośrednio od wybuchu I wojny światowej. Żołnierze potrzebowali wytrzymałego, lekkiego i wodoodpornego obuwia, które sprawdzi się na froncie oraz w okopach. W tamtym czasie na prośbę Ministerstwa Wojny wyprodukowano  łącznie 1185036 par kaloszy.

Druga wojna światowa była kolejnym momentem, kiedy firma zapewniała obuwie walczącym żołnierzom. Około 80% całej produkcji dotyczyło asortymentu niezbędnego na froncie: począwszy od nieprzemakalnych kaloszy, gumowych mat, pasów ratunkowych, a  skończywszy na maskach gazowych. Po zakończeniu działań militarnych ogromna popularność firmy spowodowała zmianę miejsca produkcji i przeniesienie działalności do większej fabryki w miejscowości w Heathhall Dumfries, która po dziś dzień jest siedzibą marki Hunter.

W 1971 roku firma otrzymała zaszczytne wyróżnienie „Royal Warrant” od Jego Wysokości Księcia Edynburga. Ten zaszczytny tytuł był gwarancją rzetelności i iście królewskiej jakości, którą docenili członkowie rodziny królewskiej. Dziewięć lat później firma została ponownie uhonorowana królewskim wyróżnieniem przez Elżbietę II.

Jednym z najbardziej znanych modeli kaloszy święcącym triumfy popularności są zielone kalosze, które powstały w 1955 roku.  Jako pierwsze buty ortopedyczne zostały wprowadzone na rynek razem z modelem Royal Hunter dostępnym do w asortymencie marki po dziś dzień."  (źródło)



Czy kalosze innej firmy czy nawet "no name" nie są tak fajne, dobre... a może chodzi po prostu o modę na HUNTERy?


12 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, że to raczej moda na tą firmę...i też nie mam nic przeciwko, choć cena trochę odstrasza i wydaje sie być zawyżoną:) hm...może właśnie ze względu na modę jest ona taka a nie inna?;)
    Nie sprawdziłam osobiście, więc nie wypowiem się co do jakości. Ale zdradzę, że zamówiłam sobie kilka dni temu różowe ocieplane kalosze:)) i czekam na nie z niecierpliwością:) ..i nie są to huntery:))
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę że to raczej efekt mody bo nawet sama je posiadam a mój młody paraduje w małych żółtych aiglach(hunterow w jego rozmiarze trafic nie moglam)Ja swoje zakupiłam za dość sporą cenę,ale nie żałuję dobrze się noszą i obierałam je nie tylko w porę deszczową.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdybym miała obstawiać przyczynę popularności, wybrałabym modę;) Samej w pewnym momencie mi się zamarzyły, niestety trafiłam na przeszkodę ciężką do pokonania- nadmierną opływowość własnych łydek, których nijak nie potrafię wcisnąć w ten fason wymarzony, czyli wysokie oficerki;) Czy żałuję? Chyba nie, kupiłam w zamian pięć razy tańsze, choć bardzo no name i stopy mam suche tak samo;) Co nie zmienia faktu, że podobają mi się nadal, jednak nie na tyle, bym poszła na kompromis ze sobą i zdecydowała się na krótszy model czy sztyblety. Moja trzylatka natomiast w nich biega, ale zdroworozsądkowość nie pozwoliłaby mi na taki - nie ukrywajmy: bardzo drogi- zakup dla małego dziecka- swoje dostała od cioci. Co jest plusem? Grube skarpety- choć właściwy rozmiar Kornelki stópki to 25,5, śmiało śmiga w tych 27, a kiedy noga urośnie- wystarczy cieńsza skarpeta, więc można kupić trochę na wyrost;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wolę jakąś tańszą ich wersję :) ale masz rację - piękne są :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie mam. i nie będę miała. moje stopy nie lubią takich butów. ale.... bardzo chciałabym mieć! hihi!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie wyglądają na zdjęciach i to jest ich siła. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę ze to kwestia wypromowania marki i mody Dla mnie jesdnak cena jest zaporowa jak za kalosze ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. cena zaporowa:( genialnie widoczna siła mody:) podobają mi się bardzo ale za kawał gumy czy co to tam jest tyle nie zapłacę...guma to guma i naprawdę nie ma różnicy pomiędzy gumowcami dla rybaków które kupiłam na targu za 25zł (będąc już w całkowitej rozpaczy podczas mega deszczowego weekendu w cudownym Sandomierzu) czy kaloszami za 60złw których chodze w błocie po budowie w pracy (gumowce z decathlona w dziale do jazdy konnej) ale kaloszy za 350zł nie kupie i już:) cena to jedno a moda na noszenie takiego typu budów ciągle to już dla mnie kompletna tragedia-jak można dać się tak dusić swojej stopie w czasie gdy nie jest to potrzebne-na deszcz to rozumiem ale tak bez potrzeby po mieście to już bezsens i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  9. a ja powiem krotko. NIGDY w zyciu nie mialam na nogach tak wygodnych kaloszy i jesli chodzi o mnie to chyba właśnie to przekonało mnie do zakupu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moda modą, ale dla mnie liczy się komfort i wygoda. W moim przypadku zaczęło się od remontu ulicy przy której wówczas mieszkałam. Wszystko rozkopane, pełno błota i w niczym poza kaloszami nie dało się chodzić. Kupiłam Huntery i życie stało się piękne;D 30 cm błota to żadne wyzwanie. Podobnie jak odwilż lub zalane po burzy przejście podziemne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moda modą, ale dla mnie liczy się komfort i wygoda. W moim przypadku zaczęło się od remontu ulicy przy której wówczas mieszkałam. Wszystko rozkopane, pełno błota i w niczym poza kaloszami nie dało się chodzić. Kupiłam Huntery i życie stało się piękne;D 30 cm błota to żadne wyzwanie. Podobnie jak odwilż lub zalane po burzy przejście podziemne.

    OdpowiedzUsuń